wczytuję grafiki...
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński
  • Adrian Miedziński

Biografia

Adrian Miedziński urodził się 20 sierpnia 1985 roku w Toruniu. Jak większość z nas swoją przygodę z żużlem zaczynał jako kibic, będąc fanem toruńskiego klubu, bo to właśnie w grodzie Kopernika robił sportową karierę jego ojciec - Stanisław. Pierwsze zawody Adrian oglądał właśnie z trybun, choć jak sam przyznaje, za dobrze tego wydarzenia nie pamięta: „Nie pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz byłem na żużlu. Wiem za to, że pierwszy raz zapach żużlowych spalin poczułem już jako małe dziecko, gdy jeszcze zdarzało mi się zasypiać na zawodach u boku mojej mamy. Jako kibic na speedway uczęszczałem do dwunastego roku życie. Wtedy to, za zgodą rodziców, zdecydowałem się zapisać do szkółki żużlowej. Trenerem był jeszcze Jerzy Kniaź. Wszystko wyglądało tak, że po prostu poszedłem z tatą na ten mniejszy tor, który za tamtych czasów istniał wewnątrz normalnego. Jeździło tam kilku chłopaków, więc ja także postanowiłem spróbować. Nie ukrywam faktu, że bardzo mi się to spodobało. Postanowiłem więc częściej uczęszczać na stadion i pomagać innym. Podobała mi się ta forma współpracy. Przebywałem całe dnie na stadionie i zaczynałem robić swoje motocykle. Taki był właśnie początek – godziny pomagania innym, a następnie zaczynało się jeździć samemu. Dzięki temu człowiek uczył się składać własny sprzęt. Zawdzięczam to na pewno także Krzysztofowi Głowackiemu, ówczesnemu mechanikowi oraz zawodnikowi. Bardzo mi pomógł i był dla mnie bardzo wyrozumiały."

Drugim ważnym etapem we wciąż rozwijającej się karierze, był egzamin na certyfikat żużlowy. Dokument ten jest niezbędny, by zawodnik mógł uczestniczyć we wszelkich imprezach żużlowych, organizowanych przez Polski Związek Motorowy. Toruń nie od dziś jest kopalnią młodych talentów, a Adrian niewątpliwie jest jednym z nich. Licencję zdał więc bez większych kłopotów: „Egzamin odbywał się na moim macierzystym torze w Toruniu. Zdałem go bez problemu, osiągając najlepszy czas spośród wszystkich zdających tego dnia, choć zadanie miałem utrudnione. Kilka dni wcześniej na treningu złamałem kciuk. Podczas zabawy przewinęło mnie na plecy i doszło do złamania." Cała historia zakończyła się jednak szczęśliwie.
Po egzaminie przyszedł czas na żużlowy chrzest, który musi przejść każdy, kto zdał licencję. „Zaczęło się od zadawania pytań, w trakcie których klęczało się na zabierakach, czyli piastach od sprzęgła. Drugi etap, to malowanie sprayem. No a na końcu strzał w tyłek", wspomina ze śmiechem Adrian.

Później najważniejszą rzeczą było „objeżdżenie", czyli jak największa liczba startów. Mając za sobą pomyślnie zdany egzamin na certyfikat żużlowy, trzeba było zadebiutować w pierwszych oficjalnych zawodach: „Była to Pomorska Liga Młodzieżowa w Toruniu. Zawody miały miejsce dzień po wcześniej wspomnianym chrzcie. Dobrze pamiętam swój pierwszy bieg. Spod taśmy wyszedłem najlepiej, lecz na drugim łuku wjechał we mnie Marcin Jaguś. Na szczęście nic nam się nie stało. Pech chciał, że dysponowałem tylko jednym motocyklem, który „skasowałem". Oznaczało to dla mnie koniec zawodów."

W 2002 roku Adrian Miedziński po raz pierwszy walczył o ligowe punkty w żużlowej ekstralidze. Debiut miał miejsce na toruńskim torze przy ulicy Broniewskiego. Przeciwnikiem Apatora była bydgoska Polonia. Derby nigdy nie były i nadal nie są łatwym spotkaniem. Tamte okazały się dla Aniołów bardzo pechowe, ponieważ torunianie przegrali z odwiecznym wrogiem 41:49. Miedziak pojechał raz, dowożąc do mety jeden punkt. Losu spotkania, niestety, nie odmienił, ale jak na debiut wypadł całkiem przyzwoicie. W sezonie 2002 Adrian pojawiał się w składzie szesnaście razy, na tor wyjeżdżał zaś w czternastu biegach. Pierwsze indywidualne zwycięstwo w lidze miało miejsce dwunastego lipca, w meczu przeciwko gorzowskiej Stali. Wychowanek toruńskiego klubu zdobył łącznie w tamtym meczu sześć punktów z dwoma bonusami. W roku 2002 Miedziak uzyskał najlepszą średnią biegową spośród trójki toruńskich juniorów, którzy reprezentowali wtedy toruński Apator. Wynosiła ona 1,159. Dość dobrze spisał się także podczas finału Brązowego Kasku. Pierwsza ważna indywidualna impreza zakończyła się dla niego ósmą lokatą.

Drugi sezon jazdy to przede wszystkim częstsze starty zarówno w lidze, jak i zawodach indywidualnych. Występ Adrian okazał się wielką niespodzianką podczas finału Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski, gdzie jako debiutant na pewno do grona faworytów nie należał. Zaskoczył jednak wszystkich zajęciem drugiej pozycji w klasyfikacji końcowej. Za swoimi plecami pozostawił między innymi takie gwiazdy jak: Jarosław Hampel, Janusz Kołodziej czy Krzysztof Kasprzak. Pokonał go jedynie, choć po biegu dodatkowym, Łukasz Romanek.
Indywidualnie zaliczył jeszcze start w finałach Brązowego i Srebrnego Kasku, lecz już bez większych osiągnięć.
W lidze bywało bardzo różnie. Występy w meczach podczas runda zasadnicza wypadły dość słabo jak na możliwości Adriana. Do dwunastej kolejki najlepszym wynikiem okazały się trzy punkty z dwoma bonusami zdobyte na wyjeździ, w meczu przeciwko rywalom zza miedzy - bydgoskiej Polonii. Z biegiem czasu nasz młody i spragniony sukcesów zawodnik zaczął spisywać się lepiej i regularnie zdobywał po sześć - siedem oczek w spotkaniu.

Oczywistym stawało się, że Miedziak będzie coraz groźniejszym przeciwnikiem dla swych rywali. Swój trzeci rok startów Adrian rozpoczął z wielkimi ambicjami. Już drugi sezon żużlowy był podstawowym juniorem w składzie Apatora, a to zobowiązywał go do skuteczniejszej jazdy w lidze, a także udowodnienia, że drugie miejsce w finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski nie było przypadkiem. Jak się okazało, Adrian spełnił pokładane w nim nadzieje dostarczając wiele radości swym kibicom. 29 lipca 2004 roku w Lublinie, podczas finał Brązowego Kasku, Miedziński nie pozostawił cienia szans rywalom, zwyciężając pewnie w tych zawodach. Jakby tego było mało, nieco ponad miesiąc później, 3 września zwyciężył w finale Srebrnego Kasku, gdzie ranga turnieju była dużo wyższa.
Finał Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski miał już jednak bardziej dramatyczny przebieg. Miedziński w tych zawodach pokonał Łukasza Romanka, młodzieżowego mistrza sprzed roku. Jednak impreza ta przebiegała na bardzo wysokim poziomie i jedenaście punktów, zdobytych przez Adriana, pozwoliło mu zająć dopiero siódmą pozycję.
W lidze Miedziak jeździł ze zmiennym szczęściem – zdarzały się słabe spotkania, trzeba jednak pamiętać, że Adrian cały czas był młodym zawodnikiem, który dopiero uczył się żużlowego fachu. Godnym zapamiętania okazał się mecz siódmej rundy Drużynowych Mistrzostw Polski, kiedy to Anioły z Torunia podejmowały Rekiny z Rybnika. Miedziak uzbierał aż dziewięć punktów z trzema bonusami, chociaż w swoim ostatnim biegu miał defekt na trzeciej pozycji. Takiego wyniku mógł mu pozazdrościć niejeden z krajowych seniorów.
Nowym, trudnym wyzwaniem okazały się również starty w brytyjskiej Elite League. Podczas swojego pierwszego sezonu Adrian reprezentował barwy Eastbourne Eagles. Niestety, nie mógł zaliczyć ówczesnych występów do udanych - zdobycze punktowe wahały się od zera do czterech punktów.
Starty w wielkiej Brytanii udowodniły, że Miedziak jest wartościowym zawodnikiem. Dzięki temu zyskał szansę występów także w innych ligach: czeskiej i duńskiej. Co prawda nie występował tam często, ale gdy już się pojawił, swoją skuteczną jazdą zdobywał uznanie w oczach kibiców i działaczy.

Rok 2005 w ekstralidze żużlowej okazał się najlepszym w dotychczasowej karierze naszego młodego żużlowca. Miedziak na stałe zawitał do czołówki krajowych juniorów, godnie walcząc również z seniorami. Zanotował dwa gorsze występy - w Lesznie oraz Tarnowie, jednak w pozostałych meczach spisywał się zgodnie z oczekiwaniami kibiców. W czasie jednego z meczy ligowych Adrian po raz pierwszy zanotował dwucyfrową zdobycz punktową. Niestety, ten dobry występ miał miejsce na kolejkę przed wcześniej wspomnianym słabym meczem w Tarnowie, gdzie Miedziak nie zdobył ani jednego punktu. W czternastej rundzie junior z Torunia mógł pochwalić się aż czternastopunktową zdobyczą. Pozostałe mecze to wyniki w granicach 7-9 punktów. Można podsumować to w taki sposób, że Adrian spisywał się bardzo dobrze, a, na szczęście, rzadkie „wpadki" należy tłumaczyć jeszcze jego młodym wiekiem i faktem, że jest to zawodnik, który cały czas się uczy. W sezonie 2005 w zawodach indywidualnych Adrian potwierdził swoją klasę i wysokie umiejętności - zasiadł na tronie najlepszego juniora w Polsce. Podczas finału Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski rozgrywanego w Toruniu nie pozostawił szans rywalom, zdobywając komplet punktów. Trzeci był jego klubowy kolega, Karol Ząbik. Młodzieżowcom z Torunia przypadł również złoty medal w juniorskich rozgrywkach drużynowych. Jedyne z czego para Ząbik – Miedziński nie mogła być zadowolona, to lokata tuż za podium w finale Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych. Rezultaty osiągane na krajowych torach skłoniły szwedzkich działaczy do zatrudnienia Miedziaka. Najkorzystniejsza okazał się propozycja Indianerny, której to plastron przywdziewał przez cały sezon. Adrian w Elitserien swój najlepszy wynik zanotował podczas pierwszego spotkanie, gdzie zdobył osiem punktów z dwoma bonusami.

W sezonie 2006 Adrian Miedziński ciężko pracuje, by dojść do żużlowej perfekcji. Jest to jego ostatni sezon w gronie juniorów, dlatego wszystkie turnieje młodzieżowe chciałby zakończyć z jak najlepszym wynikiem. Mimo wielu znaczących osiągnięć, Adrian cały czas pozostaje skromnym chłopakiem i z nieśmiałością oraz pewnym dystansem ocenia swoje umiejętności: "Myślę, że starty nie są złe, lecz muszę cały czas pracować nad atutami." Niestety plany o osiągnięciu najlepszych wyników w gronie młodzieżowców, weryfikuje jednak rzeczywistość i Adrian odnosi kontuzję w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski Juniorów, kiedy jest na najlepszej drodze do zdobycia tytułu. Upadek z jednego z wyścigów, a w konsekwencji złamany obojczyk wyklucza go z walki o medale w turnieju finałowym. Wspomniany uraz niemalże wykluczył Adriana z finału Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. Miedziak zdołał się wyleczyć, można powiedzieć na ostatnią chwile. Skutek braku treningów i objeżdżenia tuż po kontuzji było widać i Adrian zajmuje ostatecznie szóstą pozycję w tych zawodach. Na tej samej pozycji Miedziak uplasował się także w seniorskim już finale Indywidualnych Mistrzostw Europy. Złoty medal jednak trafił w ręce Adriana, kiedy to wraz z kolegami z młodzieżowej reprezentacji Polski zwyciężył w rozgrywanym w Rybniku finale Drużynowych Mistrzostw Świata Juniorów. Adrian Miedziński dobrze radzi sobie także w rozgrywkach ligowych, gdzie mimo nie najlepszych notowań całej drużyny toruńskiej, junior "Aniołów" na koniec sezonu notuje trzecią średnią w drużynie 1,863 punktu na mecz. Anioły niestety musiały walczyć o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej w barażach. Miedziak w obu barażowych pokazuje się z bardzo dobrej strony - zdobywa po 11 punktów - a drużyna z grodu Kopernika zapewnia sobie ekstraligowy byt. Nie daje się jednak zażegnać złej sytuacji finansowej w klubie i pozostanie Adriana w Toruniu na następny sezon staje pod znakiem zapytania.

Początek sezonu 2007 to jednak dobre wiadomości dla wszystkich kibiców żużlowych w Toruniu. W klub inwestuje ostatecznie Roman Karkosik. Nowe władze Unibaksu - bo taką nazwę przyjmuje teraz Klub Sportowy Toruń - stawiają głownie na wychowanków i jasne staje się, że Miedziak pierwszy sezon w gronie seniorów spędzi w Toruniu. Początek rozgrywek ligowych jest jednak trudny dla Adriana. Jednak z biegiem czasu Miedziak udowadnia, że stać go na dobre wyniki i dostaje szansę prowadzenia pary w meczach ligowych. Efektem tego zabiegu jest coraz lepsza zdobycz punktowa Adriana dla "Aniołów".

Unibax po zmianach przed sezonem nie był typowany do walki o najwyższe cele. Na szyi Adriana i jego kolegów zawisły jednak srebrne medale Drużynowych Mistrzostw Polski.
Indywidualnych sukcesów w sezonie 2007 tym razem zabrakło. Czwarte miejsce, tuż za podium, Miedziak wywalczył wraz z Robertem Kościechą w częstochowskim finale Mistrzostw Polski Par Klubowych.

Przed sezonem 2008 Adrian Miedziński podpisuje kontrakt z klubem toruńskim, który obowiązywać ma przez dwa lata. Drużyna ma jasno postawiony cel, czyli mistrzostwo Polski, a sam Miedziak zapowiada walkę o awans do cyklu Grand Prix i możliwie najlepsze pozostałe występy indywidualne.

Plany te częściowo zweryfikowała jednak rzeczywistość. Częściowo, bowiem większość założeń udaje się zrealizować. Po bardzo dobrym sezonie drużyna Unibaksu Toruń zostaje Drużynowym Mistrzem Polski. Miedziak w składzie "Aniołów" prezentował się bardzo dobrze czym zyskał uznanie w oczach klubowego menedżera, który nie miał wątpliwości przy ustalaniu meczowego zestawienia. Adrian bardzo dobrze prezentował się także w zawodach indywidualnych. Bez większych problemów przechodzi przez kolejne rundy eliminacyjne do Grand Prix. W finałowym turnieju Grand Prix Challenge Miedziak zajmuje dopiero ósme miejsce i musi się obejść smakiem jeśli chodzi o występy w Grand Prix 2009. Nie ulega wątpliwości, że znaczący wpływ na słabszą dyspozycję Adriana w Zielonej Górze mogła mieć kontuzja odniesiona na koniec lipca na zawodach w Rosji. Adrian na ten czas wypada na dwa spotkania ze składu Unibaxu. Uraz obojczyka jest także powodem opuszczenie jednej z ważniejszych imprez indywidualnych w Polsce czyli Indywidualnych Mistrzostw Polski. Torunianin na koniec sezonu notuje bardzo dobry występ w finale Brązowego Kasku, gdzie na wrocławskim torze ociera się o pierwszy stopień podium - ostatecznie plasując się na pozycji trzeciej. Adrian Miedziński teoretycznie zostaje także Drużynowym Mistrzem Polski Par Klubowych. Teoretycznie, ponieważ na toruńskim torze w tych zawodach nie pojawił się ani razu.

Miedziak bardzo dobrze prezentował się także na torach Elitserien. 23latek jeżdżąc w barwach Indianerny Kumla, wielokrotnie prowadzi drużynę do ważnych zwycięstw ligowych i staje się ulubieńcem miejscowej publiczności. Indianerna sezon kończy jednak na pierwszej rundzie play-off a Miedziak w 20 spotkaniach notuje średnią 1,737. Odrobinę lepszą średnią Adrian uzyskuje na torach Ekstraligi - 1,911. Sezon zakończył się nie tylko ze złotym medalem DMP na szyi, ale i z nowym, przedłużonym do 2010 roku włącznie kontraktem.

Przed rozpoczęciem nowego sezonu Adrian mógł się więc przygotowywać z dużym spokojem. Efekty tej pracy widać było już w pierwszych spotkaniach ligowych, w których Miedziak był jednym z liderów Unibaksu. Jak się okazało nowy toruński stadion oraz tor nie stanowił większego problemu dla miejscowych zawodników, którzy zostawiali pokonanym polu kolejnych rywali. Adrian utrzymywał dobrą dyspozycję także w spotkaniach wyjazdowych i walnie przyczynił się do końcowego sukcesu Unibaksu, jakim był niewątpliwie srebrny medal Drużynowych Mistrzostw Polski.

Równie udane występy rodowity torunianin notował także w lidze szwedzkiej, gdzie startował w barwach beniaminka Elitserien - Vargarny Norrköping. Vargarna przed sezonem skazywana na walkę o utrzymanie niespodziewanie wchodzi do finału rozgrywek gdzie ostatecznie przegrywa rywalizację o Mistrzostwo Szwecji z obrońcami tytułu - Lejonen Gislaved. Miedziński jako jeden z najjaśniejszych punktów drużyny w całym sezonie postanawia związać się z drużyną z Norrköping na kolejny rok.

Bardzo dobra forma w rozgrywkach ligowych procentuje powołaniem do Reprezentacji Polski na Drużynowy Puchar Świata. Polacy z Miedziakiem w składzie przebrnęli bez problemów przez turniej eliminacyjny i w Lesznie w niesamowitych okolicznościach sięgnęli po najcenniejsze trofeum.

Sezon 2009 stał pod znakiem sporych sukcesów. Obyło się także bez kontuzji. Niestety po raz kolejny Adrian musiał odłożyć marzenia o cyklu Grand Prix na przyszłość za sprawą odległej lokaty w finale Grand Prix Challenge. Mimo tego Adrian zadebiutował w zawodach Grand Prix odbywających się w Bydgoszczy. Za dobrą i równą dyspozycję w całym sezonie został nagrodzony przez organizatorów dziką kartą na te zawody.

Jeszcze bardziej okazale wypadł kolejny rok startów na MotoArenie. Przez większość kolejek ligowych Adrian był jednym z liderów toruńskiego Unibaksu. W kilku spotkaniach w końcówce sezonu Miedziak spuścił nieco z tonu. Problemem był sprzęt oraz, jak stwierdził sam zawodnik, nadmierne kombinowanie z ustawieniami. Sukcesów w barwach drużyny z Grodu Kopernika, mimo małego kryzysu, nie brakowało. Adrian wraz z kolegami wywalczył Mistrzostwo Polski Par Klubowych, zdobyte przed własną publicznością, a także brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Jeszcze lepiej układało się w lidze szwedzkiej. W barwach Vargarny torunianin notował niemalże regularnie dwucyfrowe zdobycze punktowe. Efektem takiej postawy było powołanie do reprezentacji Polski i niemały udział w zdobyciu tytułu Drużynowych Mistrzów Świata. Gorzej było w rozgrywkach indywidualnych. Miedziak po raz kolejny nie zdołał przebić się do światowej czołówki, która ściga się w cyklu Grand Prix. Mimo to organizatorzy pierwszego w historii turnieju Grand Prix w Toruniu obdarowali go dziką kartą - przed własną publicznością wychowanek Apatora odpadł w półfinale. Po wspomnianych problemach sprzętowych w końcówce sezonu Adrian wziął się ostro do pracy i powrócił do skutecznej jazdy. Potwierdzeniem tego była czwarta pozycja w zielonogórskim finale Indywidualnych Mistrzostw Polski, drugie miejsce w finale Złotego Kasku oraz czołowe pozycje w turniejach towarzyskich. Te występy dały wiarę w jeszcze lepszą dyspozycję w przyszłości.